Moja historia

Moja Historia - Bożena Rząsa

„Pokonałam raka”

„23 lata temu zdiagnozowano u mnie raka III stopnia, w stadium przedinwazyjnym.
Byłam w piątym miesiącu ciąży.”

 

Nazywam się Bożena Rząsa. Obecnie mieszkam w Mielcu. 23 lata temu zdiagnozowano u mnie raka III stopnia, w stadium przedinwazyjnym. Byłam w piątym miesiącu ciąży. Zgłosiłam się do lekarza, żeby poprowadził mnie do porodu. Miało to miejsce w Chicago, gdzie wtedy mieszkałam. Badanie przeprowadzono w szpitalu.
Po kilku dniach, w domu obudził mnie telefon z mrożącą krew w żyłach wiadomością: proszono mnie o natychmiastowe przybycie do szpitala na powtórne badanie diagnostyczne, ponieważ istnieje prawdopodobieństwo, że wykryto komórki rakowe. Po raz drugi zgłosiłam się do szpitala, pobrano próbki, po kilku dniach dokładnie potwierdziły pierwszą diagnozę. Na rozmowę z lekarzem umówiono mnie kilka dni później.
Był to dla mnie wstrząs. Totalny, prawdziwy koniec świata! Wybiegłam ze szpitala zapłakana prosto przed siebie. Byłam całkiem zdruzgotana emocjonalnie, duchowo, także fizycznie. Serce waliło jak młot. Było mi ciężko i duszno. Napadły mnie mieszane uczucia, cały świat stał się jakby zamazany, wszystko przestało mieć znaczenie.  Zapłakana, zdezorientowana usiadłam na ławce w parku, zebrać myśli i siłą woli uspokoić rozkołatane serce…
„…makrobiotyka oznacza „wielkie życie”,,
zdrowe, radosne, wykorzystane w swojej pełni.”
Od dawna interesowała mnie wiedza dotycząca walki z chorobami nowotworowymi. Było to moją życiową pasją.  Poznałam z literatury chyba wszystkie wówczas dostępne terapie. Makrobiotyka wydała mi się najbardziej przekonująca. Słowo „makrobiotyka” oznacza „wielkie życie”, zdrowe, radosne, wykorzystane w swojej pełni. Makrobiotyka pochodzi z Dalekiego Wschodu, rozpropagował ją Japończyk George Oshawa.
Dostosowałam zalecenia tej terapii do naszej strefy klimatycznej. Kiedyś właśnie tak odżywiali się nasi przodkowie. To chyba jedyny sposób na zdrowe życie i odzyskanie zdrowia na dobre. Na świecie jest dużo sposobów na poprawienie zdrowia. Mają działanie oczyszczające, tonizujące, wzmacniające, a makrobiotyka zawiera w sobie wszystkie te cechy. Najpierw jednak trzeba ją dobrze poznać, żeby wiedzieć, jak z niej skorzystać.
Byłam z makrobiotyką „za pan brat”, ale tylko w teorii. Przyszło mi ją zastosować na sobie samej i przekonać się, czy wyda dobre owoce – takie jak obiecuje. Makrobiotyczne pożywienie musi być trafnie skomponowane dla każdego, bo każda osoba jest innego typu. Jak wyglądała moja dieta? Wykluczyłam z niej cukier i wszelkie produkty z cukrem, owoce tropikalne, mięso i produkty mięsne, mleko i produkty z mleka, jaja, oczyszczone kasze, ryż, mąkę, napoje słodzone i gazowane, z warzyw: ziemniaki, pomidory i wszelkie psiankowate.
„Moim pożywieniem były produkty czyste ekologicznie…”
Moim pożywieniem były produkty czyste ekologicznie, w jakie zaopatrywałam się w sklepach ze zdrowa żywnością i u farmerów. Odżywiałam się ziarnami zbóż, głównie bazowałam na kaszy jaglanej, po za tym były to ryż, owies, pszenica, żyto, pęczak, kasza jęczmienna, Quinna (zboże Inków), słodkie proso, gryka, kukurydza – z których przyrządzałam rozmaite dania. W moim pożywieniu były również: groch, fasola, soja i wszelkie potrawy z tych warzyw. Dużo było liściastych i korzeniowych, także dynie różnych odmian, jakie kupowałam od Indian. To bardzo wartościowe warzywo ze względu na dużą zawartość beta karotenu i minerałów. Owoce jadłam tylko z naszej strefy klimatycznej, do tego dzikie chwasty, jem je nadal, kwiaty, młode pędy i nasiona różnych roślin rosnących wokół Nas. Ponadto oleje tłoczone na zimno, glony morskie.
Bardzo ważna w tej diecie jest woda, zawsze używałam filtrowaną filtrem z odwrócona osmoza lub źródlaną z dobrej studni. Mogę powiedzieć, ze swoją spiżarnię zaopatrywałam w surowce z Bożej Apteki, gdzie „ołtarzem – zieleń pachnącej murawy, świątynią Panie – Twój przestwór łaskawy, mą kadzielnicą – wonie co z gór płyną, a moje myśli – modlitwą jedyną” (James F. Cooper).

 

„Czynnikiem powrotu do zdrowia była nade wszystko ogromna wiara…”
Czynnikiem powrotu do zdrowia była nade wszystko ogromna wiara, która pochodzi od Boga (od Miłości i Prawdy), ale Prawdy nie można znaleźć, trzeba tak uformować i przygotować swoje serce, aby Prawda sama Cię znalazła, a wtedy wszystko jest możliwe. Z Bożym błogosławieństwem możliwe jest powstanie ze swoich własnych „popiołów” – czyli powrót z ciężkiej choroby do zdrowia.

 

„Odniosłam wielkie zwycięstwo.
…po 18 miesiącach nie było już ani jednej komórki rakowej.”
Wybraną przez siebie metodą walczyłam 18 miesięcy i wygrałam walkę z rakiem! Odniosłam wielkie zwycięstwo. Urodziłam dwoje zdrowych dzieci. Na badania chodziłam raz w miesiącu. Za każdym razem wyniki badań były coraz lepsze. Z grupy III C (normy amerykańskie) przeszłam do I A. A po 18 miesiącach nie było już ani jednej komórki rakowej. „Not a single cell of cancer” – brzmiał ostateczny, tryumfalny dla mnie werdykt. Werdykt oznaczający życie.

 

„Nie wolno stchórzyć, trzeba walczyć!”
Czasem zdarzają się sytuacje, z jakich zdawałoby się, że nie ma wyjścia. Ale uważam, że są po to właśnie, by znaleźć drogę. Nie wolno stchórzyć, trzeba walczyć! Pragnienie życia jest w człowieku tak wielkie, że czasem na szczęście włącza się zdrowy rozsadek, czy jak kto woli instynkt samozachowawczy po to, aby ocaleć. Pełnię zdrowia można samemu osiągnąć, jednak wymaga to uświadomienia i wielu wyrzeczeń. Przekonałam się o tym na własnym przykładzie. Kto bardzo czegoś pragnie i bardzo wierzy w swoje możliwości, ten osiągnie cel.

 

Moja historia jest żywym dowodem, że to co spożywamy ma istotny wpływ na nasze zdrowie, samopoczucie, a dokładnie przemyślana dieta potrafi mieć ogromny wpływ na całkowity powrót do zdrowia. Może ktoś nie musi przechodzić tego, co ja, żeby przekonać się jak ważne jest nasze odżywianie się.
 
logo biomedeo
 
 
Nasza misja - Twoje zdrowie!